Piątek, 25 sierpnia 1939

ul. Krakowskie Przedmieście 62

Kopanie rowów. Idą wszyscy. Obok – dwie dziewczyny. Prawdopodobnie służące. Kopią sumiennie. Umieją trzymać łopaty. Gadają ze sobą. Tak, by je słyszano. […] – Nie trzeba puszczać Niemców do siebie! – wyrokuje jedna – Trzeba samemu iść do niego i na jego ziemi bić! – Na wojnie różnie bywa – poucza pierwsza. – Tu następujemy, a w którymś miejscu trzeba odejść. Może i całe gminy, albo i powiaty pójdą pod władzę wroga. Ale i wtedy trzeba pamiętać i spełnić swój obowiązek patriotyczny. Uniosłem głowę. Widzę – okrągła, zaczerwieniona twarz. Krople potu pod nosem. Kosmyki ciemnych włosów spadają na policzki. No, tak. Słucha radia. Zdania idą gładko. I obowiązek patriotyczny, i panowanie wroga… Wszystko w porządku. Zdania – liczmany drętwomowne, produkowane w miliardach egzemplarzy – żywcem bierze się użytek. Zaraz prawdopodobnie powie coś o czasach, tych czasach, w których człowiek musi wybierać pomiędzy łajdactwem zdrady a bohaterstwem. Tak jest. Powiedziała i to. I te wszystkie liczmany, wytarte od codziennego użytku, nagle nabrały blasku. Nabrzmiały treścią. One to mówią z pełną wiarą. Z pełnym przekonaniem. I dlatego przyszły do roboty.
Adam Uziembło „Niepodległość socjalisty”, Warszawa 2008.

Mapa

1939 2014

Materiały dodatkowe