Środa, 30 sierpnia 1939

Mobilizacja

Z mgły wspomnień pamiętam świetnie dzień 30 sierpnia. Wpadam do domu, gdzieś koło południa. Zastaję ojca, który mówi, że meldował się z polecenia gen. Rómmla dwa razy u Marszałka Śmigłego, i że jest zarządzona powszechna mobilizacja. Na koniec mówi, że już jest wojna. Pamiętam: złapałem za słuchawkę i dzwonię do mego dziadka. – Halo! Dziadku, jest wojna. – Co? Wojna? Głupstwa – ostry trzask rzuconej ze złości słuchawki przerwał naszą rozmowę. Widzę jeszcze, jak mama pakuje ojcu małą walizkę, w oczach ma łzy i jest jakaś smutna, coś szarpie w gardle, nie mówię nic. Walizka spakowana leży na stole, obok lornetka, a obok wierny stary towarzysz – pistolet Nagant jeszcze z walk w 1920 roku […] Żegnam się i wychodzę. Na rogu Podwala i placu Zamkowego tłum ludzi pod słupem ogłoszeń. Podchodzę. Czerwony plakat, a na nim złowieszcze słowo: „Mobilizacja”. Z grupy ludzi słyszę głosy: – Idę. – I ja też – dorzuca drugi. Jakiś robotnik stojący przy mnie gmera w kieszeni zniszczonej kapoty, jest, wyciągnął małą zieloną książeczkę i pomachał, trzymając w ręce: – Panowie, idę z wami. Tłum rośnie. Wracam biegiem do domu. Cisnę dzwonek ile wlezie. Otwiera ojciec. Krzyczę: – Mobilizacja, są plakaty na mieście, czerwone. – Tak, przecież mówiłem, że jest mobilizacja. Drzwi zatrzasnęły się. I w wojnę więcej nie widziałem go.
Zbigniew Wernic „Pamiętnik „Cezara”, przygotowanie do druku Andrzej Wernic i Krzysztof Jaszczyński, Warszawa 2009.

Materiały dodatkowe