Środa, 20 września 1939

Konina

Pod pomnikiem Kilińskiego założono bezobsługowy salon mięsny pod gołym niebem; zwleczono z okolicy wszystkie końskie ścierwa, a tłum amatorów wycinał z nich, co się dało. Przy krawężniku stała już trzeci dzień nowiutka niebieska skoda popular, porzucona z braku benzyny. Przyjdzie czas i na nią: po kapitulacji, zaspokoiwszy głód, rzeźnicy wytną  z niej całe mięso, aż do blaszanego szkieletu. Na Bonifraterskiej śmigała od bramy do bramy żydowska biedota w rozwianych chałatach; ta już nigdzie nie mogła uciec przed swym losem.
Młodego warszawiaka zapiski z urodzin, Jerzy Stefan Stawiński, Warszawa 

Mimo że ze względu na otaczającą nas grozę i podniecenie nie mieliśmy specjalnie apetytu, jednakże po paru dniach głód zaczął się nam dawać we znaki. Na ryż i wędzone szproty nie mogliśmy patrzeć. Pewnego dnia ojciec przyniósł mięso. Mówił, że to z sarny trafionej odłamkiem podczas ostrzału ogrodu zoologicznego […]. Sarnina była trochę słodkawo-kwaśna, ale naprawdę doskonała. Dopiero po dobrej godzinie, gdy zjedliśmy, ojciec wyjawił prawdę. Wcale nie była to sarnina, lecz kawał zadu konia artyleryjskiego zabitego gdzieś na Żoliborzu odłamkiem bomby.
Maciej Piekarski, Tak zapamiętałem, Warszawa 1979

Materiały dodatkowe