Sobota, 9 września 1939
Zdzisław Żórawski, Dziennik obrońcy Warszawy, wstępem i przypisami opatrzył Tomasz Szarota, Warszawa 2011.

ul. Grójecka 70 i 72 (dziś 68)

W godzinach porannych ma miejsce kolejne natarcie pułków 4. dywizji pancernej na Ochotę. Natarcie zostaje powstrzymane i odparte na  ulicy Grójeckiej.  Pojedyncze czołgi nieprzyjaciela przedostają się na ulicę Grójecką przy Nieborowskiej i Sękocińskiej, gdzie zostają zniszczone.

Informacja prasowa o walkach na Ochocie
Na ulicach Ochoty leżą spalone czołgi niemieckie. Jest to jedyna dzielnica miasta, do której na krótko wdarli się Niemcy. Na plac Narutowicza przedarły się czołgi niemieckiej broni pancernej wspierane artylerią. Ślady kul widać na domach prywatnych i na murach kościoła św. Jakuba. Kilka pocisków przebiło dach kościoła i uszkodziło organy. Obok widać już kilka drewnianych krzyżów, na których ołówkiem ktoś napisał nazwiska poległych, dalej mogiła bez krzyża. Tam leży 4 Niemców zabitych przez wyrostka, który wykradł im karabin, gdy pili wodę. Za placem Narutowicza ul. Grójecka przedstawia obraz prawdziwego zniszczenia wojennego. Szereg domów porozbijanych granatami. Przy ul. Radomskiej spotykamy pierwszy unieszkodliwiony czołg niemiecki. Nieco dalej drugi czołg. Stalowe 12-mm, ściany okopcone, wewnątrz zwęglone szczątki załogi. O kilka metrów dalej 2 czołgi rozbite. Na ul. Opaczewskiej domy podziurawione granatami. Z jednego ze zburzonych budynków dochodzą dźwięki fortepianu. Na polu ludzie kopią ziemniaki, nie zważając na strzały. Gdy salwa jest ostrzejsza, chowają się na chwilę w bruzdach. Pożarów na Ochocie było stosunkowo niewiele. Od pocisków armatnich ucierpiał trochę Dom Akademicki, Kolonia Staszica i całe sąsiedztwo wyszło z ognia artyleryjskiego bez większych strat. Cała dzielnica nie wiedziała nawet, że na sąsiednim pl. Narutowicza byli Niemcy.
Informacja prasowa o walkach na Ochocie za "Dzieje Ochoty", Warszawa, 1973, "1859 dni Warszawy", Władysław Bartoszewski, 1974, Kraków

Fotografia

Tłumy uciekinierów szły bez końca. Nadchodzący wieczór nie przerwał ich wędrówki i długo jeszcze potem, gdy ulice Warszawy pokryły się mrokiem, ani na chwilę nie rozjaśnionym błyskiem latarni, od wielu dni już nie zapalonych w mieście, rozlegał się monotonny stukot kopyt końskich, szmer kół po asfalcie i przyciszony gwar ludzkich głosów, które nawet tu, w sercu kraju, bały się podnieść, jakby w obawie, żeby nie ściągnąć na siebie wroga. Mosty były dwukrotnie bombardowane tego dnia. Za drugim nawrotem, który miał miejsce koło piątej po południu, jeden z nurkowców niemieckich zaatakował z karabinu maszynowego publiczność licznie wypełniającą ruchliwą jak zawsze ulicę Marszałkowską. Zniżył się, pikując do poziomu pierwszego piętra, między domy – i odpokutował swoją napaść na bezbronnych przechodniów. Bowiem z przypadkowo stojącego na ulicy „łazika” uzbrojonego w ręczny karabin maszynowy przechodzący ulicą oficer oddał kilka strzałów na pikujący wprost na niego samolot. Strzały musiały być śmiertelne dla pilota, ponieważ samolot, po lekkiej próbie poderwania się, jak kula spadł na ziemię. Została z niego kupa żelastwa, spod której wyciągnięto trupy lotników. I tym razem byli [to] bardzo młodzi ludzie.
Zdzisław Żórawski, Dziennik obrońcy Warszawy, wstępem i przypisami opatrzył Tomasz Szarota, Warszawa 2011.

Mapa

1939 2019

Materiały dodatkowe