Niedziela, 24 września 1939

Brak wody

Moje miasto dogorywa. Kłęby dymu zaciemniają niebo. Ja z gąsiorem pełnym wody. Tępy ból w przedramieniu. Po wodę musiałem iść aż na Młynarską, gdzie znalazła się ręczna pompa. Brnę chodnikiem pokrytym łupinami od pestek. Będę myśleć o wszystkim, byle nie o nieznośnej drętwocie ramienia. Pociski wybuchają z monotonną regularnością, oblężone miasto jest ostrzeliwane z dział. Spoglądam z zazdrością na białe kubły, w których kołysze się przykryta liściem łopianu woda. Ja z tym gąsiorem jak idiota. Mam żal do rodziców, że u nas w domu nie ma wiadra. Co oni sobie myśleli, kiedy to wszystko się zaczynało — że rozkosze cywilizacji są nie do zdarcia? Od wczoraj jesteśmy bez elektryczności. Dzisiaj ustał dopływ wody. Nie ma gazet. Milczy radio. To jest gorsze niż brak jedzenia. Mama pomieszała mąkę z otrębami i upiekła jakiś zakalec. Ohydne, całe szczęście zresztą, nie żre się tyle, a otręby też się kiedyś skończą. Mogli przewidzieć, że będzie głód, przecież podczas tamtej wojny jedli obierki. Tak, zgadza się mama, ale nie zaraz na początku. Leci, leci, słyszę lot szrapnela, uuuch, i zaraz ba-bach! Chyba nie doniosę tego gąsiora. Płacimy za komfort i ufność.
Józef Hen, Nowolipie, Warszawa 1991.

W wyniku uszkodzeń Filtrów i sieci wodociągowej, ostatecznie ustaje  dopływ wody do miasta.

Na zdjęciu kolejka przy Alejach  Jerozolimskich, widok na ulicę Żelazną.

Mapa

1939 2014

Materiały dodatkowe