Poniedziałek, 28 sierpnia 1939

ul. Narbutta 53

Mąż mój został powołany na zastępcę komendanta domu, powrócił z urlopu w ostatnich dniach sierpnia i energicznie wziął się do pracy. Odbył się szereg posiedzeń z bardzo licznym udziałem lokatorów; podzielono między siebie funkcje. Trochę igrając, trochę żartując, trochę przekomarzając się, zorganizowano obronę przeciwgazową i lotniczą domu. Całymi dniami słyszano teraz tylko o piasku na strychach, o hakach przeciwpożarowych, o czarnej kawie i annogenie [środek antyseptyczny] w schronie, o dyżurach, kluczach, gongach, dzwonach itp. Meldowano się komendantowi i odmeldowywano. Wszystko szło bardzo składnie. Zamurowano okienka w piwnicy, gdzie zrobiono coś w rodzaju schronu (bez dopływu powietrza, co prawda, ale zawsze... schron!), kupiono 3 wiadra do wody na strych, kazano jedne drzwi zamknąć na głucho, a inne całkowicie otworzyć, opatrzyć okienka na poddaszach i uszczelnić te i tamte drzwi oraz te i tamte przejścia. Kit i pokost, węże papierowe i gumę w paskach oraz filc kupowano w całym mieście hurtem. Wszystkie szyby w mieście pokryły się krzyżami papierowych opasek. Zakupiono do naszego domu apteczkę Czerwonego Krzyża i sprowadzono z kilku mieszkań do punktu opatrunkowego krzesła, stół, filiżanki oraz miednicę. Doprawdy, czuliśmy się uzbrojeni po zęby.
Zofia Petersowa „Wrzesień Warszawy 1939”, Warszawa 1946.

Materiały dodatkowe